Jak rozliczać treningi personalne
Umówiony a odbyty trening to dwie różne rzeczy. Dopóki nie ustalisz, która z nich kosztuje wejście, karnet będzie się rozjeżdżał przy każdym wyjątku.
Sprawdzone i zaktualizowane: . Autor: zespół TrainOS.
Ustal jedną rzecz: co dokładnie kosztuje wejście
Większość sporów o karnet bierze się z tego, że trener i podopieczny liczą co innego. Trener liczy zarezerwowany czas, podopieczny liczy treningi, na których był. Obie interpretacje są sensowne, więc nie da się ich rozstrzygnąć po fakcie. Trzeba wybrać jedną na starcie.
W praktyce działają trzy modele. Warto wybrać ten, który pasuje do tego, jak realnie pracujesz, i powiedzieć o nim wprost przy sprzedaży pierwszego karnetu.
Model 1: płacisz za zarezerwowany termin. Wejście schodzi za każdą sesję, która nie została odwołana w uzgodnionym czasie. Nieobecność kosztuje tyle samo co trening.
Model 2: płacisz za odbyty trening. Wejście schodzi tylko wtedy, gdy trening się odbył. Puste terminy są Twoim kosztem.
Model 3: mieszany. Płacisz za zarezerwowany termin, ale masz określoną liczbę odwołań w miesiącu bez konsekwencji.
Model pierwszy chroni Twój czas i jest tym, do którego większość trenerów dochodzi po roku pracy. Model drugi łatwiej się sprzedaje na początku współpracy. Model trzeci jest kompromisem, ale wymaga liczenia wyjątków, więc bez narzędzia szybko się rozjeżdża.
Ustal granicę czasową odwołania
Sama zasada „odwołaj wcześniej” nie wystarczy, bo „wcześniej” znaczy co innego dla obu stron. Potrzebna jest liczba godzin. Dwadzieścia cztery godziny to najczęstszy wybór, bo daje szansę na wstawienie kogoś innego w to miejsce. Jeśli prowadzisz treningi głównie po pracy, w oknie od 17:00 do 20:00, realnie masz mniejsze pole manewru i sensowniejsza bywa granica dwunastu godzin z jasną informacją, że pora szczytu jest trudniejsza do zapełnienia.
Powiedz też, co się dzieje po przekroczeniu granicy. „Odwołanie po terminie oznacza, że wejście schodzi” jest zdaniem, które trzeba wypowiedzieć raz, na początku, a nie improwizować przy pierwszym telefonie o 7 rano.
Trzy sytuacje, w których karnet się rozjeżdża
Odwołanie w dniu treningu
Najczęstszy przypadek. Jeśli masz model pierwszy, wejście schodzi. Warto jednak zostawić sobie furtkę na sytuacje oczywiste: gorączka, wypadek, nagły wyjazd służbowy. Nie zapisuj tej furtki w regułach, bo wtedy stanie się nową regułą i będzie negocjowana. Traktuj ją jako decyzję podejmowaną osobno, za każdym razem.
Trening, który się odbył, ale nie został policzony
Zdarza się, gdy sesja była wpisana poza normalnym trybem, na przykład jako zastępstwo albo dodatkowy termin. Jeśli nie policzysz jej od razu, po tygodniu nikt nie będzie pamiętał, czy była opłacona. Rozliczaj takie sesje tego samego dnia.
Płatność za dwa karnety z góry
Podopieczny płaci za dwadzieścia wejść, bo tak mu wygodniej. Jeśli zapiszesz to jako jeden karnet na dwadzieścia wejść, stracisz informację o dacie ważności każdej części. Bezpieczniej sprzedać dwa karnety po dziesięć wejść i drugi uruchomić, gdy pierwszy się skończy.
Jak wygląda historia karnetu, która nie budzi wątpliwości
Dobra historia karnetu odpowiada na trzy pytania bez dopytywania: ile wejść zostało, kiedy każde z nich zeszło i czy coś było korygowane. Ostatni punkt jest najważniejszy przy nieporozumieniu. Jeśli w historii widać, że wejście zeszło, a potem zostało cofnięte, rozmowa dotyczy faktu, a nie tego, kto co pamięta.
Prowadząc karnety w zeszycie, zapisuj korekty jako osobne wiersze, a nie jako poprawki w istniejącej liczbie. Przekreślona liczba nie mówi, dlaczego się zmieniła.
Jak to działa w TrainOS. Wejście schodzi w momencie potwierdzenia sesji, a nie przy wpisaniu jej do grafiku. Potwierdzić może podopieczny albo trener, a gdy nikt tego nie zrobi, system domyka sesję sam wkrótce po jej terminie. Korekta zostawia w historii parę wpisów: obciążenie i jego cofnięcie, więc widać przebieg, a nie samo saldo. Oznaczenie nieobecności nie zwraca wejścia, bo termin był zarezerwowany.
Zanim sprzedasz kolejny karnet
Przy sprzedaży powiedz trzy rzeczy: ile wejść, do kiedy ważne i co się dzieje przy odwołaniu. Zajmuje to pół minuty i oszczędza rozmowę, którą inaczej odbędziesz za dwa miesiące, w gorszym momencie i przy większych emocjach.